Podróż poślubna...słodko - gorzki smak Marina di Lesina...

Słodko - gorzki smak Marina di Lesina...

Nie wiem gdzie jechać. Na Turcję mnie nie stać, w Tunezji byłam, ale przecież kocham Włochy! Internet, tysiące stron, ofert - last minute, milion zdjęć... Gargano, jak tam pięknie! Wszystkie przedstawienia tego włoskiego półwyspu budziły mój niepohamowany zachwyt. Ten entuzjazm udzielił się również parze przyjaciół. Zadecydowaliśmy skierować swoje wakacyjne plany na Gargano. Postanowiliśmy odwiedzić półwysep na początku września. Zaczęłam poszukiwania po biurach podróży. Marzyłam o miejscowościach Vieste, Peschici czy Rodi Garganico. Agencje turystyczne zajmujące się wyjazdami do Włoch, miały wspaniałe oferty pobytu na Gargano ale bez dojazdu autokarem. Czyli problem! Żadne z nas nie mogło zorganizować transportu na wrzesień. Jedno nie miało prawa jazdy dwójka - samochodu itd... Poza tym to jest, jak by nie patrzeć, około 2000 km. do przejechania. Mniejsza z tym. Transport do Rzymu i z powrotem lub do Foggi i z powrotem osiągał zbyt wysokie ceny, nawet dwa razy przewyższając koszt dwutygodniowego pobytu na Gargano dla czterech osób w apartamencie. Czyli bez sensu. Próba namówienia jeszcze dwóch zmotoryzowanych znajomych nie dała rezultatu. Co więc robić? Czy zmienić plany? Bardzo mi to było nie na rękę. Gargano to raj i bardzo chcieliśmy się w nim znaleźć.
Pewnego dnia zrezygnowana zaczęłam przeglądać szuflady w biurku. Wpadła mi w ręce jakaś mała reklamówka biura podróży. Już chciałam ją podrzeć i wyrzucić jak mrygnął mi napis "Włochy - Gargano".
Za dwie godziny byłam w biurze podróży. Okazało się, że organizują bardzo tanie i do tego z przejazdem autokarowym, wycieczki do miejscowości Marina di Lesina na wymarzonym półwyspie. Trzeba było się streszczać. Zostało tylko 5 wolnych miejsc. Zapłaciliśmy i czekaliśmy na wyjazd. Wycieczka obejmowała 10dniowy pobyt w Marina di Lesina, typowo wypoczynkowym miasteczku włoskim z dużą ilością dyskotek i klubów, 4 wycieczki fakultatywne - do Rzymu, Neapolu ( po drodze zwiedzanie Pompei i Wezuwiusza ), wyspy Tremiti i objazdówka po Gargano - zahaczając o park krajobrazowy Forresta Umbra, miejscowości Vieste ( z rejsem łódką po grotach ), Peschici, Rodi Garganico i inne. Żyć nie umierać przygoda czeka!

Nadszedł dzień wyjazdu. Podenerwowani wsiedliśmy do autokaru. Przed nami 36 godzin jazdy. Ale to nic, potem przecież tylko plaża wspaniałe widoki i gorąc smażenia się na plaży wśród skałek i lazuru morza. Podróż nie była męcząca. Ponieważ jechało około 20stu osób, każdy miał do dyspozycji po dwa miejsca siedzące. Można powiedzieć luksus!
Na miejsce przyjechaliśmy około południa. Nie wiadomo skąd piękną pogodę, popsuła burza, a hotel, w którym mieliśmy zamieszkać wyglądał jak kryjówka Vadera z Wojen Gwiezdnych. Taki odlotowy? - ktoś mógłby zapytać. Nie, to był bunkier! W strugach deszczu rozlokowaliśmy się w apartamentach. Chciano nam jeszcze dokwaterować jedną osobę, ale zaprotestowaliśmy. Szok! Lokal w środku wyglądał całkiem nieźle, poza tym, że ktoś nie zamknął okna i w naszej sypialni materace na łóżkach, zamokły. Pomyśleliśmy, że to pierwszy dzień i jakoś będzie. I było...


Następnego dnia był 1szy września - okazało się, że kończy się sezon turystyczny w Marina di Lesina. W związku z tym wszystkie restauracje, oprócz jednej, najdroższej i wszystkie dyskoteki zostały zamknięte a właściciele wyjechali. Co więc robić? Do pierwszej wycieczki jeszcze parę dni. Postanowiliśmy wynająć samochód. Poinformowano nas, że najbliższa wypożyczalnia aut mieści się w Lesinie, miasteczku oddalonym o 12 km od naszego "portu". Dalej powiedziano nam, że można się tam dostać autobusem, który odchodzi spod hotelu Lesina o 14.30. Tylko, że nie powiedziano nam, że i o tej samej godzinie wyjeżdża z Lesiny jedyny powrotny autokar. Jak więc wrócić? Będąc już w Lesinie - "stopem", okazało się, że nie można wynająć samochodu, bo nie ma tu wypożyczalni aut! Zwiedziliśmy więc miasto. Nic szczególnego. Postanowiliśmy wracać na piechotę podziwiając wspaniałe jezioro (należące do Narodowego Parku Krajobrazowego na Gargano), dzielące nas od Marina di Lesina. W połowie drogi stwierdziłam, że dalej ani rusz. Odezwała się kontuzja kolana. Złapaliśmy "stopa". Co to była za przygoda! Zatrzymał się samochód typu busik. W środku dwóch hipisów i masa dymu. Domyślamy się co to był za dym, tak? Żaden z nich nie mówił w innym języku niż włoski. Na migi i łamaną włoszczyzną dowiedzieliśmy się, że na te tereny przyjeżdża bardzo dużo Polaków i pracują przy zbiorze pomidorów. Pytali się nas, czy my też po to tu jesteśmy? Na koniec podróży dobyli olbrzymiego blanta i zaproponowali współczesną fajkę pokoju. Odmówiliśmy, jak grzeczne dzieci, wymigując się uprawianiem sportu. Następnego dnia pogoda wcale się nie poprawiała. Ruszyliśmy wiec do Foggi z nadzieją wynajęcia samochodu. Ponieważ autobus do Foggi już odjechał znowu zatrzymywaliśmy samochody... Włosi bardzo chętnie podwożą turystów. Co prawda konwersacji zbyt zażartej nie ma, ale komfort jazdy jest nieporównywalnie lepszy niż w autobusie. Ciekawostką jest to, że podwozili nas albo zdezelowanymi "lodówkami" albo super luksusowymi samochodami.

 

...W Foggi sjesta! Nic nie jest otwarte, tylko średniej klasy pizzeria przy dworcu. O 17stej otwarto pierwszą wypożyczalnie aut. Niestety niemożność porozumienia się zmusiła nas do opuszczenia jedynego otwartego "Rent a car" - na ironię! Około 18stej otwarto "Rent a car" na dworcu i tu poszło lepiej. Chociaż nie do końca, bo okazało się, że ubezpieczenie na samochody jest tylko częściowe. W razie uszkodzenia, wypadku lub kradzieży auta, będziemy musieli dopłacić około 2200 euro! Jeżeli nie chcemy dopłacać to powinniśmy jeszcze do i tak wysokiej ceny wynajmu, doliczyć po 21 euro za dzień. Wróciliśmy autobusem. Cudem znajdując go na placu przed dworcem. Nigdzie nie jest napisane jaki autobus i dokąd, z jakiego miejsca odjeżdża. Z resztą pan w informacji nie bardzo radził sobie z gestykulacją nie wspomnę już o angielskim. Podróż z powrotem nie należała do bezprzygodowych. Ponieważ zalało drogę powrotną. Kręciliśmy około dwóch godzin po małych miasteczkach gdzie utknęliśmy w błocie.
Następnego dnia było wreszcie słonecznie i osiedliśmy na płatnej, a jakże, 10 euro od 4 osób, plaży. Żeby było ciekawiej dostaliśmy poparzenia słonecznego!
Następne trzy dni to wyczekiwane wycieczki. Pierwsza to wyspy Tremiti. Cudowne miejsce! Wyspy te były widoczne z naszej plaży, niestety z Marina di Lesina nie ma połączenia z Tremiti i trzeba dojeżdżać do Termoli (ok. 40 km), aby promem płynąć na wyspy. Podróż z godziny rozciąga się do trzech. Tremiti to cztery wyspy, położone na pn. - wsch. od Gargano. Nazwa wzięła się stąd, że z lądu widać tylko trzy (tre) wyspy. Dwie z nich są zamieszkałe. Na jednej wznosi się wspaniały klasztor, a druga jest wyspą czysto turystyczną. Nie ma na Tremiti elektryczności, z lądu dowożone są akumulatory. Nie ma również słodkiej wody. Wszystko jest potwornie drogie. Niemniej jednak jest tu pięknie. Będąc na Tremiti koniecznie trzeba przejechać się łodzią dookoła wyspy, wpływając do licznych urokliwych zatoczek i grot
.

 

Z wycieczki powróciliśmy już bez większych przygód do hotelu. Następnego dnia wszyscy zachorowaliśmy na anginę. Pomimo to czekał nas Neapol, Pompeje i Wezuwiusz. I na pewno nie żałujemy, że ruszyliśmy na tę wycieczkę. Torba lekarstw, aparat i w drogę. Najpierw Pompeje - wstęp 10 euro plus przewodnik 4 euro od osoby. Ale warto. Pompeje są wspaniale zachowanymi ruinami. Jednak z uwagi na niemożność utrzymania kolorów wykopalisk zaniechano dalsze odkopywanie miasta. Pompeje to ogromna przestrzeń. Jest tam wspaniale zachowany amfiteatr, łaźnie i dom publiczny. Kręcąc małymi uliczkami można się naprawdę zgubić. Warto więc przed przystąpieniem do zwiedzania zaopatrzyć się w darmową mapę. Parę rzeczy, a dokładnie dwie są naprawdę straszne. Pierwsza z nich to kamienne odlewy martwych mieszkańców Pompei, jak również szczątki zwierząt. Odkopując Pompeje wlewano w otwory po umarłych ludziach gips, beton i otrzymywano postać. Na początku myślałam, że są to skamieniali ludzie. Drugą dużo straszniejszą rzeczą jest górujący nad miastem, ziejący siarką, jeszcze spokojny Wezuwiusz. Ten wulkan robi naprawdę duże wrażenie. Jadąc na jego szczyt mija się zastygłe "rzeźby" z lawy. Oczami wyobraźni malowałam sobie oczekujące na moment ożywienia potwory, które zawładną światem w chwili ponownego wybuchu. Środek, krater Wezuwiusza trochę rozczarowuje. Jest znacznie mniejszy niż mogłoby się wydawać. Siarka gryzie w nos a chmury ograniczają widoczność. Nie powiem jednak żeby mi się nie podobało.
Dalszą częścią podróży był Neapol. Trochę jestem zadziwiona skąpym planem zwiedzania miasta. Pokazano nam tylko Zamek nazywany przez Włochów "Workiem Ziemniaków", galerię handlową i parę kościołów. Nie mogę więc powiedzieć czy mi się miasto podobało.
Następnego dnia lało a my zwiedzaliśmy Gargano w ekspresowym skrócie. Vieste i Peschici to wspaniałe miasta. Maleńkie, urokliwe, pełne romantycznych zakątków. Tam właśnie wybiorę się następnym razem. Żałuję, że nie było słońca i, że nie płynęliśmy łódką po grotach.

 

Nie mogło obyć się i w tej ekskursji bez wrażeń. Kolejnym miastem, które odwiedziliśmy było St. Giovani Rotondo. Mekka Włochów. Tu znajduje się muzeum Ojca Pio. Tu przeżyliśmy szok i obrzydzenie jakich mało. Nie dość, że pełno tu turystów, pielgrzymów i ludzi liczących na uzdrowienie, to jeszcze istnieje tu muzeum bandaży, inhalatorów, respiratorów, pościeli, wózków inwalidzkich Ojca Pio. Nie wiem czy ten wspaniały duchowny byłby z tego zadowolony. A już na pewno by nie był widząc swoją twarz na śliniakach dla dzieci, naparstkach, kartach do gry, naklejkach itp. Profanacja, obłuda oto co jest a czego być nie powinno. Nie zostaliśmy tu na szczęście długo! Zwiedziliśmy jeszcze parę miejsc i powróciliśmy do Marina di Lesina. Następnego dnia łowiliśmy ryby w tutejszym porcie. W dzień wyjazdu, postanowiłam z moim przyjacielem udać się nie z powrotem do Polski a do Holandii. Na tym kończy się słodko - gorzki pobyt na wymarzonym Gargano. Na pewno tu wrócę, omijając z daleka Marina di Lesina. Przesyt wrażeń, przesyt wrażeń....

Ciao!

 

Artykuł: Nasz Ślub

Tekst: Dorota Oyrzanowska

 

Ostatnio dodane

Popularne